Dobranocka II

Haillka,

Zamknij oczy.

Widzisz ciemność, fantomową dłonią odgarniasz zasłonę. Zalewa Cię snop oślepiającego światła. Ukryty w czerni jaskini wpatrujesz się jako obserwator. Widzisz złotą bramę strzegącą wejścia do wieży z kości słoniowej. Wysoka i strzelista iglica zwieńczona jest platynowym blaskiem. Budowla otoczona wzburzonym morzem i posiekanym deszczem, śnieżnobiałym piaskowcem. Skały wydają się ostre jak igły.

Nagły płomień przesłania ci widok, a chwilę później dostrzegasz spaloną bestię – spadającego gryfa. Czerwonołuski smok unosi się nad nim i ryczy wachlując skrzydłami tuż nad grzywami fal. Głośny skrzek dobiega do twych uszu, a na gada spadają zaciskające się szpony kolejnej ptakowatej bestii. W szamotaninie ledwo dostrzegasz pojawiającego się anioła. Jego dłoń emanuje światłością. Blask przynosi zadziwiające ukojenie, jednak ostrze, na którym zaciskają się palce zaczyna płonąć. Jeden cios rozpłatuje walczące istoty, lecz na chwilę uderzenia za uskrzydloną ręką zbawcy pojawia się coś przerażającego. Coś czego nie potrafisz sobie przypomnieć, coś co wydawało Ci się sednem zła. Anioł patrzy w Twoim kierunku oczyma bez żadnego wyrazu. Jego postać zbliża się do Ciebie, ale jakby wisi. Czy nadal jesteś tylko obserwatorem? Oby! Jego skrzydła zaczynają kręcić się dookoła nienaturalnie, jakby każde zataczało kółka bez żadnego ładu. Podobnie ręce, ich ruch przypomina dwa wiatraki. Głowa z zastygłą w śmiertelnym grymasie twarzą dołącza do tego potwornego tańca. Obraca się a tam gdzie powinna pojawić się potylica dostrzegasz potworny grymas, którą znikając odsłania jedynie kolejny – jeszcze potworniejszy. Twarze szybko zaczynają zlewać się w jedną demoniczną smugę. Nogi martwo wiszą, a sama postać zbliża się jakby na sznurku. Obraz staje się coraz bardziej koszmarny, a Twoje oczy ze smugi zastępującej głowę układają nową, rozmytą twarz. Z jej oczodołów i ust szerokim strumieniem wypływa gęsta krew.

Czerwień zalewa śnieżnobiałą szatę tworząc dziwaczny kleks przypominający rozgwiazdę o tysiącu cienkich jak nitki ramion.

Ta zdaje się poruszać. Wypustki zginają się, odbijają i wyskakują w Twoją stronę. Przez ułamek sekundy widzisz jak krwistoczerwone macki poruszają się prawie chaotycznie korygując lot na cel – Ciebie. Przez jedno uderzenie serca widzisz paszczę. Same kły, powykrzywiane i potwornie wielkie, wzbudzają trwogę. Dostrzegasz niezliczone ilości ostrych jak szpilki, skierowanych w chaotycznych kierunkach, do wewnątrz i na zewnątrz zębów. To nie one przerażają Cię najbardziej. To wyglądająca spomiędzy nich pustka. Ciemność, ale nie zwyczajny brak światła. Rdzeń śmierci, niezmącone niczym piekło nieśmiertelnego chaosu cierpienia.

Twoja fantomowa dłoń szybko zasuwa zasłonę.

Teraz spokojnie możesz iść spać.

Pamiętaj jednak co widziałeś czającego się za cieniutką zasłoną.