Dobranocka VII

Haillka,

czy czujesz ciemność dookoła? Jej zapach i dotyk? Czujesz chłód cienia rozchodzący się w Twoich płucach?

Gdzie jesteś? Czy to sen? Jakaś opuszczona przez Boga dziura, którą odwiedzasz w koszmarach? Skądś dobiega światło. Lekko różowawy poblask zarysowuje przed Tobą niski, okrągły murek. Podchodzisz do niego i zaciskasz palce na źle dopasowanych kamieniach. Spoglądasz w dół, ale nie widzisz dna.

Opierasz się ciałem, ale kamienie przestają stawiać opór w połowie ud. Czujesz dyskomfort, wiesz, że na dole nigdy by Cię nawet nie odnaleziono. Czy to jama, czy studnia? Nie masz prawa wiedzieć.

Z dziury dochodzi do Ciebie dźwięk. Brzmi jak szum, może szelest. Ledwo wyczuwalny, cichy, stonowany, lecz coraz głośniejszy. Starasz się dostrzec w jamie cokolwiek , ale zasłona ciemności zdaje się pozostawać nieprzenikniona.

Dźwięk przybiera na sile, coraz bardziej i bardziej. Zmienia się w piskliwy krzyk człowieka palonego żywcem albo obdzieranego ze skóry. Czujesz, jak włosy stają Ci dęba. Zaciskasz mocniej palce na kamiennym murku, odsuwasz się od niego. Krzyk cichnie. Słyszysz jednak dobiegające z dziury sapanie. Skacz odzywa się głos. Nie jakiś głos, ale Twój. Ten, który cały czas słyszysz w swojej głowie.

Skacz słyszysz znowu, ale wiesz, że to kłamstwo, kolejne oszustwo gorejącej otchłani Twojej duszy, strażnika Twojego własnego piekła. Proszę Cię, skacz! – wyje Twoja własna jaźń z odmętów samotności. Nie skoczysz, wiesz, że nie możesz. To byłoby zbyt łatwe, to wszystko jedna wielka mistyfikacja.
Nagle czujesz ciepło na dłoni. Kojarzy się z rodzinnym domem, matczynym dotykiem, błogim spokojem. Rozluźniasz się, przychodzi ulga, a wraz z nią kojące światło. W pokoju staje się jasno. To koniec strachu.

Jedną rękę opierasz o niski, kamienny murek, a drugą trzymasz humanoidalne monstrum. Jego skóra jest jakby mgłą, z której stara się coś wydrzeć. Coś, co kiedyś mogło być ludzką twarzą wpatruje w Ciebie puste ślepia o kolorze czerni tak intensywnym, że zdaje się zasysać światło.

Ze studni dobiega do Ciebie Twój własny głos: Trzeba było skakać.

Dobranoc