Dobranocka XIV

Haillka,

śpisz?

Może już czas, co?

Zamknij już, oczęta zmruż, jak to mówił poeta.

Pewnie już jest martwy.

Widzisz coś przez zamknięte powieki? Dostrzegasz wyłaniające się zza zasłony ciemności królestwo kości i pleśni. Od jak dawna tu jest? Czekało aż je spostrzeżesz, czy w końcu odkrywasz swój cel podróży?

Tam jest sedno Twoich koszmarnych snów, Twoich przygód poza granicami jaźni. Tam odnajdziesz rdzeń tego demonicznego więzienia, w którym tkwisz od tak dawna.

Chcesz tam wejść, prawda? Ogarnia Cię strach, ale musisz tam wkroczyć, bo przecież gorzej już być nie może.

A może… może?

Czy otchłań szaleństwa jest skończona? Czy jest jakaś granica? Czy kiedyś odnajdziesz dno obłędu? Gdzie dalej już nie zabrniesz? Co jeśli za niebieską kotarą śmiercionośnego strachu odnajdziesz tylko kolejną studnię, pochłaniającą, niezwyciężoną pustkę?

W królestwie pleśni i kości czeka na Ciebie ktoś, kto może Cię uwolnić. W samym jej centrum, pośród mglistych kurtyn obłędu, skrywa się ten, który broni wyjścia z koszmaru.
Widzisz przed sobą ostatnią barierę. Odgarniasz dłonią białe grzyby, które są wyższe od Ciebie. Ich podstawy są cienkie, lepkie, oślizgłe. Choć nie widzisz kapeluszy porastających trzonki, wiesz, że one gdzieś tam są, znikając w nisko zawieszonym suficie z kości.

Pośród dymu ciemności oblegającego świat potępionych, dostrzegasz coś jeszcze. Z każdym Twoim krokiem sklepienie nad Tobą się odkształca. Wypukłości zrodzone z bielących się gnatów, pojawiają się za każdym razem, kiedy stawiasz stopę i znikają, kiedy ją podnosisz. Zupełnie jakby na poziomie wyżej ktoś naśladował Twoje kroki, bo Ty również stoisz po kolana w wystających pozostałościach po ludzkich członkach. Może czeka tam na Ciebie Myśliwy? A może to zupełnie inny wymiar i nad sobą jesteś Ty? Czy to możliwe, że ktoś jest również pod Tobą? Ile jest pięter szaleństwa?

Wyciągasz dłoń za siebie, a tam nic więcej, jak tylko zamykająca się, maziowata ściana… Nie wiesz tego, nie rozpoznajesz, ale nie opuszcza Cię pewność, że buduje się ona tuż za Tobą, z ludzkich stawów zlepionych zaschniętą krwią.

Trzask przed Tobą. Widzisz postać, lecz tylko jej oczy się skrzą. Stoi, wpatruje się w Ciebie. Groza obleka Twoje ciało, czujesz paraliż. Czy to strach, czy magia skrzących się oczu?
Cisza. Obok siebie słyszysz tylko dziwny warkot.

Postać zdaje się nie ruszać, podobnie jak ty. Mechanicznie robisz krok – trzask kości, na Twoją głowę spada kawałek czyjegoś nadgarstka. Nad Tobą, tuż pod sklepieniem, unosi się chmura zarodników białawych grzybów monstrualnej pleśni. Ignorujesz to. Twój los i tak jest jedynie w tych skrzących się oczach.

Postać przed Tobą czeka chwilę, po czym zdaje się przelewać, jakby była płynem. Płynem, który skapuje w Twoją stronę, wpadając do formy o kształcie potwornego, ludzkiego ciała.
Kontrastowo bielące się oczy obserwują Cię uważnie, spod ciemności czarnej mgły wypełniającej dom przeklętych.

Szukasz swojego wewnętrznego ciepła, ostatniej resztki siły. Motywujesz się, nie masz już nic do stracenia. Paraliż mija.

Biegniesz w stronę postaci, bo dokąd indziej? Wszędzie wokół bariery z ludzkich zwłok.

Postać przelewa się, jak jakaś tytaniczna maź, coraz szybciej, aż traci swoją formę. Nabiera za to prędkości, rozpluskuje się tuż przed Twoją twarzą, jakby uderzyła w szybę. Formuje się aż przybiera postać czarnego, obrzydliwego zwierciadła ukazującego Ciebie i dwoje białych punktów zamiast oczu.

Wiesz, że to wyjście poza obłęd. Pytanie: dokąd?

Dobranoc

Dobranocka XIII

Haillka,

czas już spać, prawda? Już po dwunastej, zamknij oczy.

Widzisz ciemność, nieprzeniknioną czerń, a oprócz niej, gdzieś daleko, niezidentyfikowany, białawy punkcik. Czy to jakiś symbol? Może metafora wyjścia z tej pułapki, ucieczki z tego koszmarnego, monotonnego więzienia ciemności. Mówi się, że ludzki umysł to bariera, którą trzeba ćwiczyć, żeby nie pozwolić koszmarom z zewnątrz wejść do środka. Niektórzy twierdzą, że ciemność to szczelnie zamknięte wewnątrz ludzkiej duszy koszmary. Instynkt podpowiada, że z ludzkiej duszy można dostrzec otchłań – mówią tak paranoicy, schizofrenicy i wszelkiej maści mieszkańcy domów wariatów.

Widziany wcześniej punkcik się powiększył, wygląda jak śnieżynka. Może to rzeczywiście śnieg? Biały, puszysty śnieżek, znajomy, kojący, świąteczny. Bałwan z marchewkowym nosem, zjazd na sankach po stoku, pamiętasz to, prawda?

Nic tylko ciemność, pełna niewyjaśnionej grozy, groteskowego zła, a Ty w niej. Dlaczego? Za co? Jakie to ma znaczenie? Kogo to obchodzi? Cierpisz, wiesz o tym. Musisz cierpieć dalej, tak nakazano.

Śnieżynka zdaje się przybliżać, czy to tylko kolejny trik otaczającej Cię domeny demonów, duchów i wszelkiej maści przeklętych? Czy biały puch osiądzie Ci na nosie i pod wpływem ciepła zniknie, pozostawiając Cię w tym labiryncie ciemności? Znowu umrzesz i odrodzisz się pośrodku niczego, czekając wieczność na nadchodzącą śmierć? Czy koniec nadejdzie?
Wiesz już, że umrzesz, widzisz, że śnieżynka nie powiększa się, nie rośnie. Ona się zbliża. To nie śnieżynka, to wielka, tocząca się kula z tysiącami kolców. Ktoś się z Tobą bawi. Czy to Bóg? Czy to ten drugi?

Biegniesz. Czujesz swoje ciało i wszystko, co za tym idzie: ból mięśni, ścisk w płucach, kłucie w sercu. Uciekasz, ile masz tylko sił, ale pędząca śmierć nie zwalnia. Kiedyś się zmęczysz.
Zdajesz sobie sprawę ze swojej głupoty. Przypominasz sobie bajki z młodości, gdzie kojot zawsze uciekał wzdłuż stoku. Skręcasz, nie kontynuując biegu, słyszysz, że kula toczy się dalej, zbliża się, a potem dźwięk znika.

Oddychasz z ulgą.

Przed sobą widzisz ciemność.

Po chwili dostrzegasz dwie śnieżynki.

Dobranoc

Dobranocka IX

Haillka, czy jest już ciemno?

Oczywiście, że jest…

Nieprzenikniony mrok przecina pionowa, niebieska linia. Wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale czy rzeczywiście ją widzisz? Czy jest ona tylko złudzeniem?

Idziesz w jej kierunku, czujesz w sobie determinację. Od razu wydaje Ci się, że to zły cel, ale jedyny jaki masz. Zresztą prawdopodobnie to tylko sen, co może Ci się stać?

Wyciągasz przed siebie ręce w nadziei na znalezienie złudnej kreski. Natrafiasz na coś. Cienkie jak nić, chłodne jak stal, zdaje się być wytrzymałe jak diament. Błękit jarzy się jasno, ale nie zostawia łuny. Jest widoczny w doskonałej ciemności, jednak nie oświetla Twoich dłoni. Mimo wszystko, Twoje palce zaciskają się. Ciągniesz.

Coś przed Tobą z łoskotem uderza o ziemię. Ciemność wciąż jest nieprzenikniona. Prawie na czworaka wymacujesz schody. Twarde, kamienne stopnie.

Pniesz się w górę, może do wyjścia? Może do jaźni? Może wreszcie odnajdziesz spokój?

Drewniana podłoga, którą wyczuwasz pod palcami kończy Twoją wspinaczkę. Prostujesz się. Brak światła uniemożliwia Ci identyfikację otoczenia.

Wtem słyszysz skrzek. Potworny. Otumaniający, dochodzący z dołu. Do tego uderzenia kilkunastu łap o ziemię. Czy to wataha potworów, czy jedno, zrodzone w sennym koszmarze szaleńca, monstrum? Wiedza to potęga, lecz są rzeczy, których lepiej nie znać.

Uciekasz na oślep. Dotykasz czegoś głową, w takim przestrachu, że aż padasz na ziemię. Intuicja podpowiada Ci, że tym razem może się udać. Może wreszcie dasz radę dobiec do świadomości, spokoju, uciec od obłędu.

Wydaje się, że to lina, sznurek, cokolwiek. Trochę mokra i lepka. Słyszysz odnóża wspinające się po schodach. Nie ma czasu na zastanowienie. Zawsze jest jakaś droga ucieczki.

Skaczesz i łapiesz jak najwyżej. Adrenalina dodaje Ci sił, chwytasz wyżej,ciągniesz, przekładasz rękę, pniesz się coraz wyżej.

Skrzek dochodzi z dołu, gdzieś pod Tobą coś wyje z głodu. Czujesz, że nigdy nikomu tak nie zależało na Twojej bliskości.

Wspinasz się coraz dalej, bez lęku, z pełną siłą. Wiesz, że musisz, choć palący ból w mięśniach wzmaga się z każdą chwilą.

Nagła zmiana atmosfery, ciepło i wilgotno. Dotykasz czegoś głową. Zaciskasz nogi wokół liny. Coś mokrego jest nad Tobą. Wyciągasz rękę w bok i czujesz coś gładkiego, przesuwasz dłonią wzdłuż przeszkody. Poukładane blisko siebie, ściśle przylegające trójkąty. Czy to zęby?

Starasz się opuścić, ale nogami trafiasz na przeszkodę. Stajesz na niej, kucasz i wyraźnie czujesz zaciśnięte kły.

Masz złe przeczucia.

Nagle czujesz uderzenie czegoś miękkiego i mokrego. Wiesz, że to był język bestii, w której paszczy się znajdujesz. Mięśnie wciągają Cię do przełyku. Otulają, co chwilę zaciskając się, łamiąc kości. Piszczel, przedramię. Krzyczysz, ale wiesz, że to nic nie da.

Czujesz pieczenie, wszędzie dookoła. Kwas zaczyna wyżerać Ci skórę, wypalać oczy. Szczęśliwie możesz złapać powietrze.

Ale czy naprawdę szczęśliwie?

Pamiętasz pierwszy dzień w przedszkolu, kiedy mama odebrała Cię stamtąd? Co się stało? Gdzie jesteś teraz? Te tortury potrwają jeszcze długo.

Czujesz swędzenie? To był tylko sen.

A może będzie?

Dobranoc, kolorowych snów.

Głównie tych z niebieską linią.

Dobranocka VII

Haillka,

czy czujesz ciemność dookoła? Jej zapach i dotyk? Czujesz chłód cienia rozchodzący się w Twoich płucach?

Gdzie jesteś? Czy to sen? Jakaś opuszczona przez Boga dziura, którą odwiedzasz w koszmarach? Skądś dobiega światło. Lekko różowawy poblask zarysowuje przed Tobą niski, okrągły murek. Podchodzisz do niego i zaciskasz palce na źle dopasowanych kamieniach. Spoglądasz w dół, ale nie widzisz dna.

Opierasz się ciałem, ale kamienie przestają stawiać opór w połowie ud. Czujesz dyskomfort, wiesz, że na dole nigdy by Cię nawet nie odnaleziono. Czy to jama, czy studnia? Nie masz prawa wiedzieć.

Z dziury dochodzi do Ciebie dźwięk. Brzmi jak szum, może szelest. Ledwo wyczuwalny, cichy, stonowany, lecz coraz głośniejszy. Starasz się dostrzec w jamie cokolwiek , ale zasłona ciemności zdaje się pozostawać nieprzenikniona.

Dźwięk przybiera na sile, coraz bardziej i bardziej. Zmienia się w piskliwy krzyk człowieka palonego żywcem albo obdzieranego ze skóry. Czujesz, jak włosy stają Ci dęba. Zaciskasz mocniej palce na kamiennym murku, odsuwasz się od niego. Krzyk cichnie. Słyszysz jednak dobiegające z dziury sapanie. Skacz odzywa się głos. Nie jakiś głos, ale Twój. Ten, który cały czas słyszysz w swojej głowie.

Skacz słyszysz znowu, ale wiesz, że to kłamstwo, kolejne oszustwo gorejącej otchłani Twojej duszy, strażnika Twojego własnego piekła. Proszę Cię, skacz! – wyje Twoja własna jaźń z odmętów samotności. Nie skoczysz, wiesz, że nie możesz. To byłoby zbyt łatwe, to wszystko jedna wielka mistyfikacja.
Nagle czujesz ciepło na dłoni. Kojarzy się z rodzinnym domem, matczynym dotykiem, błogim spokojem. Rozluźniasz się, przychodzi ulga, a wraz z nią kojące światło. W pokoju staje się jasno. To koniec strachu.

Jedną rękę opierasz o niski, kamienny murek, a drugą trzymasz humanoidalne monstrum. Jego skóra jest jakby mgłą, z której stara się coś wydrzeć. Coś, co kiedyś mogło być ludzką twarzą wpatruje w Ciebie puste ślepia o kolorze czerni tak intensywnym, że zdaje się zasysać światło.

Ze studni dobiega do Ciebie Twój własny głos: Trzeba było skakać.

Dobranoc

Dobranocka VI

Haillka,

widzisz twarz. Na granicy cienia i słabego światła, w jaśniejszej plamie dostrzegasz twarz młodej kobiety. Jest piękna. Tak ją widzisz. Chwilowo zapominasz o koszmarze, w którym jesteś, chcesz podejść, przyjrzeć się. Brzdęk łańcuchów i zaciskające się na dłoniach obręcze uświadamiają Ci, że nie możesz. Początkowo próbujesz się wyrwać, ale to nie pomaga, a dźwięk jedynie mąci groźną ciszę.

Leżysz i z niepokojem wpatrujesz się w pół widoczną, dziewczęcą twarz i choć teraz zdaje się Ciebie obserwować, to masz wrażenie, że się nie poruszyła. Nie wiesz czy to złudzenie optyczne, czy wyobraźnia, ale uśmiech wykrzywia się w demonicznym grymasie. Czujesz, że drwi z Ciebie coś potwornego, coś co czai się na Twoją duszę, ale nie chce Cię pochłonąć od razu. Zamyka Cię w swoim labiryncie i bawi się. Wiesz, że nie masz szans, nie możesz się ruszyć, walczyć czy uciekać. Gdyby nie robiły tego stalowe okowy, to sparaliżowałby Cię strach.

Wpatrujesz się w urodę tego, co maluje się przed Twoimi oczyma i dopiero po chwili spostrzegasz coś, co wcześniej nie przyszło Ci do głowy. To jednak tylko wyobraźnia. Twarz jest…
Twój obiekt obserwacji spada na ziemię w momencie, gdy w Twojej głowie padają te słowa szeptane przez Twoją podświadomość.

…martwa.

Odgłos uderzenia suchej gałęzi o kamień, rozchodzi się złowrogim echem w ciemności ciszy. Głowa kobiety okazuje się drewnianą kulą, z niepokojącą twarzą wymalowaną na jej powierzchni. Okrągła, wykonana z drewna czaszka toczy się w Twoją stronę aż zastyga w bezruchu, ukazując Ci swoje drugie oblicze. Wyryte na powierzchni ostrym narzędziem kontury przedstawiają wpatrujące się w Ciebie oczy i uśmiechnięte usta. Wyglądający na wykonany przez przedszkolne dziecko, wpatrujący się w Twoje oczy uśmiech powoduje, że po plecach przechodzą Ci ciarki. Banalne wyobrażenie kogoś, kto wydaje się nie rozumieć ani mimiki, ani twarzy. Upośledzona kopia stworzona przez ograniczoną istotę.

Wtem słyszysz kroki. Nie takie zwyczajne, ale powłóczyste, jakby to, co nadchodziło ledwo mogło utrzymać się w pozycji pionowej. Jest po Twojej prawej stronie.
Odwracasz się, a tam…

Słyszysz porażający, trupi skowyt.

Dobranoc

Dobranocka II

Haillka,

Zamknij oczy.

Widzisz ciemność, fantomową dłonią odgarniasz zasłonę. Zalewa Cię snop oślepiającego światła. Ukryty w czerni jaskini wpatrujesz się jako obserwator. Widzisz złotą bramę strzegącą wejścia do wieży z kości słoniowej. Wysoka i strzelista iglica zwieńczona jest platynowym blaskiem. Budowla otoczona wzburzonym morzem i posiekanym deszczem, śnieżnobiałym piaskowcem. Skały wydają się ostre jak igły.

Nagły płomień przesłania ci widok, a chwilę później dostrzegasz spaloną bestię – spadającego gryfa. Czerwonołuski smok unosi się nad nim i ryczy wachlując skrzydłami tuż nad grzywami fal. Głośny skrzek dobiega do twych uszu, a na gada spadają zaciskające się szpony kolejnej ptakowatej bestii. W szamotaninie ledwo dostrzegasz pojawiającego się anioła. Jego dłoń emanuje światłością. Blask przynosi zadziwiające ukojenie, jednak ostrze, na którym zaciskają się palce zaczyna płonąć. Jeden cios rozpłatuje walczące istoty, lecz na chwilę uderzenia za uskrzydloną ręką zbawcy pojawia się coś przerażającego. Coś czego nie potrafisz sobie przypomnieć, coś co wydawało Ci się sednem zła. Anioł patrzy w Twoim kierunku oczyma bez żadnego wyrazu. Jego postać zbliża się do Ciebie, ale jakby wisi. Czy nadal jesteś tylko obserwatorem? Oby! Jego skrzydła zaczynają kręcić się dookoła nienaturalnie, jakby każde zataczało kółka bez żadnego ładu. Podobnie ręce, ich ruch przypomina dwa wiatraki. Głowa z zastygłą w śmiertelnym grymasie twarzą dołącza do tego potwornego tańca. Obraca się a tam gdzie powinna pojawić się potylica dostrzegasz potworny grymas, którą znikając odsłania jedynie kolejny – jeszcze potworniejszy. Twarze szybko zaczynają zlewać się w jedną demoniczną smugę. Nogi martwo wiszą, a sama postać zbliża się jakby na sznurku. Obraz staje się coraz bardziej koszmarny, a Twoje oczy ze smugi zastępującej głowę układają nową, rozmytą twarz. Z jej oczodołów i ust szerokim strumieniem wypływa gęsta krew.

Czerwień zalewa śnieżnobiałą szatę tworząc dziwaczny kleks przypominający rozgwiazdę o tysiącu cienkich jak nitki ramion.

Ta zdaje się poruszać. Wypustki zginają się, odbijają i wyskakują w Twoją stronę. Przez ułamek sekundy widzisz jak krwistoczerwone macki poruszają się prawie chaotycznie korygując lot na cel – Ciebie. Przez jedno uderzenie serca widzisz paszczę. Same kły, powykrzywiane i potwornie wielkie, wzbudzają trwogę. Dostrzegasz niezliczone ilości ostrych jak szpilki, skierowanych w chaotycznych kierunkach, do wewnątrz i na zewnątrz zębów. To nie one przerażają Cię najbardziej. To wyglądająca spomiędzy nich pustka. Ciemność, ale nie zwyczajny brak światła. Rdzeń śmierci, niezmącone niczym piekło nieśmiertelnego chaosu cierpienia.

Twoja fantomowa dłoń szybko zasuwa zasłonę.

Teraz spokojnie możesz iść spać.

Pamiętaj jednak co widziałeś czającego się za cieniutką zasłoną.

Dobranocka III

Haillka,

rozluźnij się i zamknij oczy. Widzisz ciemność?

Szara plama tuż przed Tobą układa się w ogromny głaz. Podchodzisz i widzisz chaotyczną linię pęknięć na jego powierzchni. Już masz się odwrócić, ale coś jednak zwraca Twoją uwagę. Przypatrujesz się, a strugi układają się w obraz. Jasny, wyraźny, choć zmienny. Nie wiesz czy to wizualizacja snu czy jedynie Twoja wyobraźnia, ale obraz cały czas się zmienia.
Skąd to światło? Pojawia się pytanie w Twojej głowie.

Rozglądasz się, patrzysz w górę. Kiedy tylko odwracasz wzrok dostrzegasz, że linie na kamieniu od razu się zmieniają. Układają się w kształt wpatrującego się w Ciebie oka. Jasna tęczówka szarego kamienia otaczająca zacienioną źrenicę. Zdajesz sobie sprawę, że to niezwykły wzrok. Pusty i nieżywy. Taki, który przeszywa na wskroś, łamie duszę. Czujesz jakby obserwowała Cię ciemność. Wmawiasz sobie, że się nie boisz, jednak ogarnia Cię panika. Wpatrujesz się w źródło światła z nadzieją na odnalezienie wyjścia, jednak tam nic nie ma. Źródło zdaje się nie istnieć.
Patrzysz znów na kamień. Dopiero teraz dostrzegasz w nim siebie. Czy to zawsze było Twoje odbicie? Kamienne lustro wyświetla Twoją twarz. Wpatrujesz się w swoje oczy poukładane z pęknięć. Widzisz jak Twoje źrenice poruszają się, kiedy patrzysz w innym kierunki. Nowe pęknięcia pojawiają się jakby tam zawsze były i znikają jakby nigdy nie istniały. Odwracasz się, a kamień natychmiast przeobraża się w zimne, martwe oko.

Starasz się oswoić z sytuacją, odrzucić panikę, ale szpony ogarniającego niepokoju zdają się rozdzierać Twoje serce. Czujesz palący wzrok oka otchłani, które obserwuje każdy Twój ruch. Zdaje się, że czai na odpowiedni moment, żeby Cię pochłonąć. Zerkasz ukradkiem na kamień, którego linie zdają się być Tobą. Nagle dostrzegasz w lustrzanym kamieniu coś jeszcze. Szary kształt kryjący się w ciemności za Tobą. To sylwetka czegoś potwornego. Ciemny, groteskowy kształt odchodzący od tułowia zdaje się zbliżać do Ciebie. Rysa wydłuża się w twoim kierunku. Rwący ból rozchodzi się promieniście po Twoich plecach. Niezbyt silny, ale padasz. Odwracasz się, jednak dostrzegasz jedynie ciemność. Kątem oka dostrzegasz, że kamień znów Cię obserwuje.

Zrywasz się biegiem i gonisz cień, którego nawet przez sekundę nie tknął Twój wzrok, a który widoczny był jedynie w szarych pęknięciach przeklętego głazu. Czujesz jednak palące, kamienne spojrzenie na swoich plecach. Po kilkunastu krokach, przed Tobą zaczyna się rysować szary kształt. Idziesz w jego stronę, a gdy jesteś tuż przed nim i stajesz w miejscu. Widzisz tylko głaz z pęknięciami rysującymi się w Twoje odbicie.

Kiedy obserwujesz otchłań, ona zaczyna obserwować Ciebie. Ale skąd możesz wiedzieć co śledzi każdy Twój ruch kiedy na to nie patrzysz?

Dobranoc.

Grafika użyta dzięki współpracy z: http://krzysztofslachciak.myportfolio.com