Dobranocka V

Zamknij oczy.

Rozluźnij się.

Widzisz ciemność.

Szara plama tuż przed Tobą układa się w ogromny głaz. Podchodzisz i widzisz chaotyczną linię pęknięć na jego powierzchni. Kiedy masz się odwrócić coś zwraca Twoją uwagę. Przypatrujesz się, a linie układają się w obraz. Dziwny, nie przypominający niczego, jednocześnie… Nie wiesz czy to wizualizacja snu czy jedynie Twoja wyobraźnia, ale obraz cały czas się zmienia.

Skąd to światło? Pojawia się pytanie w Twojej głowie.

Rozglądasz się, patrzysz w górę, ale kiedy tylko odwracasz wzrok dostrzegasz, że kamień się zmienia. Teraz przypomina wielkie, wpatrujące się w Ciebie, oko. Jasna tęczówka szarego kamienia otaczająca zacienioną źrenicę. Wzrok wydaje się pusty i martwy, przeszywający na wskroś, łamiący duszę. Czujesz jakby obserwowała Cię ciemność.

Starasz się sobie wmówić, że się nie boisz, ale ogarnia Cię strach. Rozglądasz się wypatrując źródła światła w nadziei na odnalezienie wyjścia, ale tam nic nie ma. Źródło zdaje się nie istnieć.

Spoglądasz znów na kamień. Dopiero teraz dostrzegasz w nim siebie. Czy to zawsze było Twoje odbicie? Kamienne lustro wyświetla Twoją twarz. Wpatrujesz się w swoje oczy poukładane z pęknięć. Widzisz jak Twoje źrenice poruszają się, kiedy patrzysz w innym kierunki. Nowe pęknięcia pojawiają się jakby tam zawsze były i znikają jakby nigdy nie istniały. Odwracasz się, a kamień natychmiast przeobraża się w zimne, martwe oko.

Oddychasz głęboko. Starasz się oswoić z sytuacją, odrzucić panikę, ale szpony niepokoju zdają się rozdzierać Twoje serce. Palący wzrok oka otchłani obserwujący każdy Twój ruch zdaje się tylko czekać na odpowiedni moment, żeby Cię pochłonąć.

Nagle dostrzegasz w lustrzanym kamieniu coś jeszcze. Szary kształt kryjący się w ciemności za Tobą. To sylwetka czegoś potwornego. Groteskowy cień odchodzący od tułowia zdaje się zbliżać do Ciebie. Rysa wydłuża się w twoim kierunku.

Nagle rwący ból rozchodzący się promieniście po Twoich plecach rzuca Cię na ziemię. Nie boli, dziwne. Odwracasz się, ale poza ciemnością nic tam nie ma. Kamień znów Cię obserwuje.

Zrywasz się i rzucasz za cieniem, którego nawet przez sekundę nie tknął Twój wzrok. Za kształtem widzianym jedynie w ruchomych pęknięciach przeklętego głazu rodem z koszmaru. Czujesz palące, kamienne spojrzenie na swoich plecach, ale je ignorujesz. Wystarcza kilkanaście kroków, żeby przed Tobą, z ciemności, wyłoniło się coś jeszcze.

Zwalniasz, idziesz powoli w kierunku szarego kształtu. Gdy jesteś przed nim stajesz w miejscu. Widzisz głaz z pęknięciami rysującymi się w Twoje odbicie.

Kiedy obserwujesz otchłań, ona zaczyna obserwować Ciebie. Ale skąd możesz wiedzieć co Cię śledzi kiedy Ty nie patrzysz?

Dobranoc.

 

 

 

Grafika użyta dzięki współpracy z: http://krzysztofslachciak.myportfolio.com